19.04.2026 9:51
23 wyświetleń
0 komentarzy

Edward Warchocki szturmem wziął Polskę. To jeden z nielicznych przypadków postaci powszechnie lubianej. Taki mechaniczny Adam Małysz. Albo Robert Makłowicz. O ile jednak dwaj ostatni mają polski paszport, o tyle Edward jest przebierańcem. Pochodzi z Chin i ma niewiele do zaoferowania. Pewnie zabrzmi to niewiarygodnie, ale o humanoidalnym robocie, który podbija nasz kraj, usłyszałem zaledwie kilka dni temu. Znajomy zapytał, czy widziałem robota, który gonił dziki na ulicach Warszawy. Po upewnieniu się, że to nie jest sen i stwierdzeniu, że obaj jesteśmy trzeźwi, sprawdziłem "hit" sprzedany przez rozmówcę. Szybko okazało się, że to znacznie większa akcja. Możliwe, że każdy człowiek między Bugiem a Odrą zbił już piątkę, zatańczył i zaśpiewał z Edwardem Warchockim, a ja w tym czasie byłem zamknięty w skrzyni. Być może tej samej, w której przyjechał do nas Edward.Polacy oszaleli na punkcie robotaPo obejrzeniu filmu, na którym Edward Warchocki przepędza dziki, trafiłem bez większego trudu na kolejne popisy robota. Gdzie on nie był, czego nie robił… Tu wizyta w sejmie, tam w śniadaniówce, tu zabawa z kibicami, tam pląsy w popularnym telewizyjnym show, tu zakupy, tam śpiewanie, do tego konferencje prasowe, randkowanie, chwalenie się zegarkiem, próba zostania patoinfluencerem – sporo się tego uzbierało przez te kilka tygodni.
Zobacz cały artykuł w serwisie www.telepolis.pl »